Mniej znaczy więcej – moje pierwsze kroki w bardziej uporządkowane życie.

Nie jestem minimalistką, ale od dawna fascynuje mnie ten temat. Podziwiam ludzi, którzy posiadają niewiele przedmiotów i w zupełności im to wystarczy do szczęścia.

Nigdy nie zostanę jedną z nich, (chociaż podobno nigdy nie mów nigdy), jednak ich podejście do życia, wartości, spojrzenie na świat, mocno zainspirowały mnie do zmian.

Jak z oszczędzaniem, tak i z ograniczeniem liczby materialnych rzeczy, chcę działać powoli krok po kroku. Z głową i bez presji.

Jak zacząć?

Mi najłatwiej porządkować swoją przestrzeń według kategorii. Nie wszystko na raz, tylko dniem a dniem, szafka za szafką, półka za półką.

Pierwszym krokiem było pozbycie się rekwizytów do zdjęć produktowych, kartony w pokoju nie wyglądały estetycznie, a z samych dodatków już praktycznie nie korzystałam.

Plastikowe rośliny, kawałki materiałów, kamienie, kawałki drewna… Było tego sporo. Teraz łapię się co chwilę na tym, że czegoś nie mam, ale było warto. 😂

Drugim etapem, znacznie trudniejszym było przejrzenie wszystkich kosmetyków, nieużywane wystawiłam na sprzedaż lub korzystając ze świąt dołożyłam kobiecej części rodziny do paczek.

Nawet część minimalnie używanych kosmetyków udało mi się pisać komuś kto przyjął je z radością.

Nadal moja szafka pęka, ale nie kupuję aktualnie nic z tej kategorii. Poświęcam więcej czasu na pielęgnację żeby wszystko zużyć i obiecuję sobie zamknąć cała 3 pielęgnację w kilkunastu produktach.

Trzecim etapem były u mnie kuchenne szafki. Dokładnie przejrzałam ich zawartość, daty ważności produktów, wymyśliłam dania, które mogę z nich stworzyć. Wciąż mam sporo kasz, makaronów itp. Dlatego przez najbliższe dni moje menu będzie oparte na tym co już mamy.

Zamrażalnik również wzięłam pod lupę, bez żadnych sentyment ów wrzuciłam wszystko czego nie byłam pewna, że nadal nadaje się do spożycia.

Kuchenne gadżety były moją słabością przez co wciąż mam ich nieco za dużo. Jednak udało mi się wyrzucić wszystko co było zbędne i nie nadawało się do oddania komukolwiek. Wyrzuciłam też sporo przypalonych garnków i wygiętych patelni, na których wyrzucenie wciąż brakowało mi odwagi.

Czwartym punktem tej podróży były rośliny doniczkowe… Miałam ich około 50 sztuk, mój dom wyglądał jak jungla co wydawało mi się przez moment, że wygląda fajnie. Ale nie do końca tak było, nie wszystkie rośliny wyglądały dobrze i były w super stanie. Niestety musiałam pożegnać część z nich, zostawiając te, które nie wyglądają jak minutę przed śmiercią i te o, które jeszcze warto walczyć. Porozkładałam je też po domu, dzięki czemu nie są w kupie i faktycznie stanowią dekorację, a nie sztuczny las.

Przede mną jeszcze sporo pracy, przegląd pościeli, ręczników, ściereczek, bielizny, pudełek, biżuterii, kabli…. W kolejnym poście postaram się zebrać wszystkie rzeczy wymagające przejrzenia, może podejmiecie się wyzwania oczyszczania swojej przestrzeni razem ze mną?

Komentarz do “Mniej znaczy więcej – moje pierwsze kroki w bardziej uporządkowane życie.

  • Jo , Direct link to comment

    I oto chodzi! Piękne porządki i na pewno z czasem zrobisz kolejne. Na spokojnie, według swoich przekonań.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *