Udało mi się rzucić palenie!

Nie wiem po jakim czasie mogłabym wykrzyczeć tytuł tego wpisu, bez zastanawiania, czy na pewno to już za mną.

Ale po głębszym zastanowieniu doszłam do wniosku, że nawet za 5 czy 10 lat będę bała się, że zaraz wrócę do nałogu. Pewnie będę się tego obawiać w każdej kryzysowej chwili, do końca życia. Dlatego nie będę czekać dłużej z ogłoszeniem tego światu, chcę być dumna bo zrobiłam coś czego nie byłam w stanie zrobić przez wiele lat.

Jak to się zaczęło?

Początków z papierosem już nawet dokładnie nie pamiętam. Miałam jakoś koło 17 lat, kiedy zaczęłam palić i kryłam się z tym przed rodzicami przez następne 10. Pewnie jak większość zaczęłam dla szpanu i później stało się to po prostu nawykiem.

Lubię palić. Palenie ma w sobie coś co dawało mi chwilę przyjemności, oderwanie się od pracy, ale jednocześnie było koszmarnym nałogiem, pierwszą myślą po otwarciu oczu i ostatnią przed położeniem się spać.

Średnio paliłam paczkę dziennie, co godzinę w pracy i co chwilę po niej.

Zaczęłam irytować się coraz bardziej tym, że wstając rano myślałam tylko o tym, czy zdążę zapalić sobie jeszcze na tarasie czy będę musiała w biegu, na spacerze z psem. Czułam coraz większe wyrzuty sumienia odmawiając sobie zakupu Tshirta za 30 zł, bo „za drogi”, jednocześnie nie żałując dziennie 16.20 zł na paczkę fajek.

Czułam narastającą złość, że niszczę swoje ciało, zdrowie i domowy budżet i jestem niewolnikiem głupiego papierosa.

Przez ostatnie lata podejmowałam już próby rzucania, które kończyły się fiaskiem po maksymalnie 2 tygodniach. Tylko wtedy podejmowałam te próby z czystej ciekawości, wręcz z nudów.

Tym razem byłam pewna, że chcę to zrobić i żyć inaczej, ale im więcej o tym myślałam tym bardziej chciało mi się sięgnąć po kolejnego papierosa.

Dlatego na początku nawet nie mówiłam nikomu o moich planach, którejś zwyczajnej niedzieli powiedziałam sobie “to ostatni dzień z papierosem” i podeszłam do tego bardzo na luzie.

Czytałam wcześniej wszystkie porady o tym jak rzucić palenie, co należy zrobić przed, jak się do tego przygotować… Na mnie nie działają żadne z nich.

Nie pozbyłam się papierosów ani zapalniczek z domu.

Powód jest prosty. Mój chłopak pali i papierosy mam zawsze na wyciągnięcie ręki. Czy kuszą? Nie.

Nazbierałam w głowie tyle argumentów przeciw, że patrząc na nie, czuję bardziej obrzydzenie i złość, że straciłam dla nich tyle czasu i pieniędzy. Jednocześnie nie naciskam i nie wmawiam Tomkowi, że ma się ich pozbyć. Jedno zrozumiałam po tych wszystkich próbach:

Nic na siłę.

Pożegnanie się z nałogiem wymaga szczerych chęci. Jeśli sam dla siebie nie chcesz, podświadomie się boisz… To nie rzucisz.

I może komuś pomoże symboliczne łamanie papierosa, wyrzucanie paczki, czy pozbycie się zapalniczek z domu, ale to nie one stanowią problem. Papierosy są obecne wszędzie i to, że nie będzie ich w naszej kieszeni, wcale nie sprawi, że będzie łatwiej.

Nie korzystałam z żadnych plastrów, tabletek ani gum. Może i ułatwiają one jakoś znieść fizyczne objawy odstawienia nikotyny, ale ja miałam w głowie tak zdecydowane myśli, że leki były mi zbędne.

Najgorsze pierwsze dni…

Zdecydowanie prawda i o ile nie czułam fizycznie chęci żeby zapalić, bo wbiłam sobie do głowy, że nie chce i już, to psychicznie nagle stałam się wrakiem. Wszystko wydawało mi się beznadziejne, byłam taka niekochana, nieszczęśliwa, zła i smutna…

Nie wiem jakim cudem Tomek to wytrzymał, bo obrywał za wszystko. I wstyd mi się przyznać, ale zachowywałam się jak totalna wariatka, w mojej głowie działy się po prostu jakieś niezrozumiałe problemy i wybuchałam płaczem zupełnie bez powodu.

Odstawienie nikotyny tak z dnia na dzień, z 20 fajek na zero, nie jest podobno dobrym pomysłem, ale wiedziałam, że w moim wypadku to jedyne wyjście. Zaraz po tym zaczęłam zastępować sobie myśli o papierosach, tymi o diecie czy organizacji i jakoś powoli myśl o zapaleniu zniknęła na dobre.

Na moment pisania tego tekstu, nie palę już 67 dni. Zaoszczędziłam 1096 zł. I mimo, że wiem, że to dopiero początek, to pierwszy raz od ponad 10 lat nie miałam od dwóch miesięcy papierosa w ustach.

Bardzo pomogła mi aplikacja na telefon, która podlicza ile zaoszczedziliśmy pieniędzy i ile już minęło czasu. Jest ich sporo i każdy znajdzie odpowiednią dla siebie – mnie naprawdę mocno to motywowało.

W nowym roku na pewno wiele osób będzie próbowało rzucić palenie i to co mogę doradzić z własnego doświadczenia, to – musicie być pewni, że chcecie to zrobić. Każdy jest inny i wymaga innego podejścia, ale jeśli zawiodły Cię tabletki, nie działają hasła dotyczące zdrowia (uwierzcie te obrazki na paczkach nie ruszają palaczy), prośby rodziny nic nie dają… To spróbuj innego toku myślenia. Podlicz ile wydajesz na fajki tygodniowo i co możesz sobie za to kupować.

Przy paczce dziennie to średnio 100 złotych tygodniowo!

A może ktoś z Was ma to już za sobą i podzieli się swoją historią?

Komentarz do “Udało mi się rzucić palenie!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *